Jak zdobyć Koronę Gór Polski w kapciach? Poznaj „Zdobywcę Szczytów”
Kochasz góry, ale za oknem leje, kolano przypomina o zeszłorocznym zejściu z Babiej Góry, a urlop dopiero w lipcu? Mamy dla Ciebie szczyty, które można zdobywać z kubkiem herbaty w ręku.
Każdy miłośnik gór zna ten stan. Książeczka odznak leży na półce i patrzy z wyrzutem. Brakuje w niej jeszcze kilku pieczątek, a najbliższy wolny weekend wypada mniej więcej wtedy, gdy topnieją lodowce. Plecak stoi w przedpokoju spakowany „na wszelki wypadek”, a mapa Beskidów zna już Twoje odciski palców lepiej niż policja.
Właśnie dla takich chwil powstał „Zdobywca Szczytów” – zbiór 75 wykreślanek z nazwami szczytów, które pojawiają się w polskich odznakach turystycznych.
Co to właściwie jest?
To górska wyprawa w wersji papierowej. W każdej łamigłówce czeka nowy zestaw nazw szczytów do odnalezienia w gąszczu liter. Znajdziesz tu góry z Korony Gór Polski, Diademu Polskich Gór, Korony Beskidu Żywieckiego, Korony Gór Stołowych i nie tylko. Łącznie to ponad 1500 nazw do wytropienia.
Dla porównania: żeby zdobyć tyle szczytów naprawdę, trzeba by chodzić po górach co weekend przez kilkanaście lat. I mieć bardzo cierpliwą rodzinę.

Zalety wypraw z ołówkiem
Przeprowadziliśmy rzetelne, w pełni nienaukowe porównanie:
- Pobudka – na szlak: 4:30, żeby zdążyć przed tłumami. Z „Zdobywcą Szczytów”: kiedy tylko masz ochotę.
- Pogoda – na szlaku: mgła, wiatr i ta jedna chmura, która zawsze siada akurat na szczycie. W fotelu: zawsze widoczność 100%.
- Kolejka – na Rysy w sierpniu: jak do kasy przed świętami. Do wykreślanki: tylko Ty (ewentualnie kot, który chce leżeć dokładnie na tej stronie).
- Zejście – w górach: najgorsza część wyprawy, kolana składają protest. Tutaj: zamykasz książkę.
- Schronisko – tu akurat przegrywamy. Szarlotki z bitą śmietaną do książki nie dołączamy. Ale nikt nie zabroni Ci upiec jej samemu.
Dla kogo jest ta książka?
- Dla zdobywców odznak, którzy chcą choć na chwilę przenieść się na ulubiony szlak.
- Dla tych, którzy dopiero planują wyprawy i chcą oswoić się z nazwami szczytów. Kto rozwiąże wszystkie łamigłówki, ten pierwszy powie w towarzystwie: „Lackowa? Jasne, już ją zdobyłem. Ołówkiem”.
- Dla emerytowanych taterników, którzy góry mają w sercu, ale już niekoniecznie w nogach.
- Dla każdego, kto szuka prezentu dla miłośnika gór, a ma już dość kupowania kolejnego kubka z napisem „Góry wzywają”.
Szczegóły techniczne (czyli sprzęt na wyprawę)
- 75 wykreślanek z nazwami szczytów górskich odznak,
- ponad 1500 nazw do znalezienia,
- wygodny format 8,5 × 11 cala,
- rozwiązania na końcu książki – na wypadek, gdyby jakiś szczyt schował się we mgle.
Ekwipunek dodatkowy: ołówek, herbata z termosu (dla klimatu), opcjonalnie kanapka zawinięta w folię aluminiową. Raki i czekan nie będą potrzebne.
Na koniec
Góry nie uciekną. Ale zanim znów założysz buty trekkingowe, możesz rozgrzać się na papierze. „Zdobywca Szczytów” nie zastąpi widoku z Tarnicy o wschodzie słońca, ale dobrze wypełni czas do następnej wyprawy. A pieczątki w książeczce odznak? Jeszcze się nazbierają.
Do zobaczenia na szlaku – tym prawdziwym i tym z liter!
Zajrzyj też na nasz Instagram – pokazujemy tam nowe książki, zanim trafią na półki.